Szpital w Sanoku ogranicza przyjęcia pacjentów. Protest głodowy pielęgniarek nadal trwa

Sanocki szpital pracuje w ostrym trybie. Wstrzymano planowe przyjęcia. To konsekwencja głodówki prowadzonej przez pielęgniarki. Coraz więcej z nich przyłącza się do tej formy protestu.

Do 28 pielęgniarek, które wcześniej podjęły głodówkę, dziś dołączyło kolejnych sześć. Protestują, ale nie strajkują. Pracują normalnie, według grafiku dyżurów. Po pracy wracają w miejsce, w którym prowadzą głodówkę – zlikwidowany oddział położniczy. Na korytarzu jest kilka łóżek polowych, na podłodze leżą materace i koce. Część pielęgniarek nie wytrzymała głodówki. – Osiem koleżanek dostało już zwolnienie lekarskie. Ale deklarują, że gdy poczują się lepiej, wrócą do protestu – mówi Małgorzata Sawicka, szefowa związku pielęgniarek i położnych w szpitalu.

Gdy zaczynały głodówkę, 17 października, dyrektor był na zwolnieniu. Po powrocie spotkał się z zarządem związku, było też spotkanie z pielęgniarkami. Propozycji 100 zł podwyżki pielęgniarki nie zaakceptowały. Chcą, by wyrównane zostały dysproporcje między nimi a pielęgniarkami z innych szpitali. Protestujące mają żal, że samorząd powiatu, któremu podlega szpital, nie reaguje na sytuację.
- Ani starosta, ani nikt z zarządu, ani żaden z radnych do tej pory się tutaj nie pojawił, nie odezwał do nas – mówiła nam wczoraj po południu Małgorzata Sawicka. – Nie padła propozycja spotkania, rozmowy. Nie rozumiem tej postawy. Mogą nas nie lubić. Ale nie chodzi o nas. Chodzi szpital, który za kilka dni może być zamknięty. Czy pielęgniarka, która głoduje od kilku dni, może stanąć przy stole operacyjnym?
Starosta sanocki Roman Konieczny twierdzi jednak, że problemem się zajmuje, razem z dyrektorem analizują sytuację i to dyrektor, jako pracodawca, jest decydentem w tej sprawie.
- Powiat nie może przeznaczyć pieniędzy na wynagrodzenia. Ale zrobimy wszystko, by ułatwić dyrekcji szpitala pozyskanie funduszy – mówi starosta.
Pełny artykuł na stronie: https://nowiny24.pl/