Marszałek Władysław Ortyl kontra pielęgniarka z Tarnobrzega.

Mocnym punktem wtorkowych sesji sejmiku wojewódzkiego było wystąpienie Haliny Sasieli-Błażejczak, pielęgniarki z Tarnobrzega. – Przynosimy do szpitala pościel, zeszyty i długopisy, bo nie ma. Na OIOM-ie pacjentów pilnuje salowa. W takich warunkach pracujemy – mówiła kobieta. – Proszę nie opowiadać takich rzeczy – odpowiedział marszałek.

Kobieta przemawiała w imieniu pielęgniarek ze Szpitala Wojewódzkiego w Tarnobrzegu. Ich grupa przyjechała we wtorek na sesję. – To nie pierwszy spór, który toczy się w naszym szpitalu. Podobna sytuacja była cztery lata temu. W tamtym sporze również brał udział marszałek Ortyl. Doszliśmy wtedy do porozumienia, wynegocjowaliśmy kwotę, którą pracownicy szpitala mieli dostać w trzech transzach: 160, 200 i nie mniej niż 160 zł – opowiadała Halina Sasiela-Błażejczak. – Pracodawca wypłacił nam jedną transzę, po czym wypowiedział porozumienie. A marszałek za nie ręczył. To jego nieudolność, niekompetencja i ignorancja doprowadziły do takiego stanu, w jakim dzisiaj jesteśmy. Oszukano nas – mówiła wzburzona kobieta.

 

„Nie róbcie z nas głupków”

Dostało się także wicemarszałkowi Stanisławowi Kruczkowi, który niedawno był w tarnobrzeskim szpitalu i próbował negocjować porozumienie z pielęgniarkami. – Kto mu teraz uwierzy, skoro już raz nas oszukaliście? To jest śmiech na sali – mówiła Sasiela-Błażejczak. – Pielęgniarki w Polsce są wykształcone, posiadają kursy i specjalizacje, robią doktoraty, otwierają własne podmioty lecznicze. Proszę z nas nie robić głupków – dodała.

Zachęcamy do przeczytania pełnego artykułu na stronie: http://rzeszow.wyborcza.pl