Szpitale szukają pielęgniarek, a znajdują wolne łóżka

Wprowadzenie od stycznia 2019 r. wskaźników zatrudnienia pielęgniarek może doprowadzić do zwiększenia ich liczby w szpitalach albo też do redukcji łóżek, a nawet zamykania oddziałów z powodu deficytu personelu pielęgniarskiego i nie spełniania nowych norm. Każdy scenariusz jest możliwy, gdyż różne są lokalne rynki pracy, na których funkcjonują szpitale.

O ile w przypadku lekarzy sytuacja na lokalnym rynku pracy nie ma aż tak dużego znaczenia, bo lekarze to dość mobilna grupa zawodowa (a ponadto wabiona licznymi zachętami), o tyle pielęgniarki nie są tak skore do przeprowadzek z powodu zmiany miejsca pracy. Dlatego spór o to, czy MZ ma rację twierdząc, że z kadrą pielęgniarską nie powinno być problemu, bo przecież mamy w Polsce 134 tys. pielęgniarek, a do spełnienia norm potrzeba ok. 125,5 tys. jest jałowy. Ogólnopolskie statystyki niczego nie wyjaśniają.

- Z ministerialnej analizy wynika, że powinniśmy być spokojni, a tymczasem naszym zdaniem Ministerstwo popełniło błąd i te same osoby pracujące w różnych miejscach policzyło kilkakrotnie – ocenia Władysław Perchaluk, wiceprezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego i prezes Centrum Zdrowia w Mikołowie. Informuje nas, że do spełnienia nowych norm zatrudnienia, w niewielkim szpitalu, jakim jest Centrum Zdrowia w Mikołowie, brakuje 35,5 etatu pielęgniarskiego. – A co tu dopiero mówić o większych placówkach… – zauważa.

Zachęcać, ale czym? Dobrym słowem?
Dodaje, że głównym problemem jest niedobór pielęgniarek na rynku pracy. Dowodem na ich brak jest to, że już obecnie dyrektorzy szpitali powiatowych muszą walczyć o każdą pielęgniarkę. – System zachęt finansowych został więc już dawno temu uruchomiony, a efekt mimo wszystko jest mizerny – wskazuje Perchaluk.

Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, jest jednak przekonana, że dodatkowe gratyfikacje będą niezbędne. Jeśli pielęgniarki mają wrócić do szpitali, pracodawcy muszą zapłacić im więcej.

- Już sam dodatek włączony do podstawy spowodował, że mamy coraz więcej sygnałów o rosnącym zainteresowaniu powrotem do zawodu. Ok. 3 tys. pielęgniarek, które w ciągu sześciu ostatnich lat przez pięć lat go nie wykonywało, przeszło przeszkolenie i ponownie podjęło pracę – powiedziała niedawno Rynkowi Zdrowia.

Jak tłumaczyła prezes Małas, rezerwy należy też upatrywać w fakcie, że rocznie ok. 5 tys. pielęgniarek kończy studia i odbiera dyplom, a pracę w zawodzie podejmuje ok. 3 tys. – Należy zachęcić do tego godnym wynagrodzeniem i bezpiecznymi warunkami pracy (w tym odpowiednią liczbą pacjentów przypadających na jedną pielęgniarkę) pozostałe 2 tys. osób. Tak działa rynek pracy – jeśli brakuje pracowników, należy im coś zaoferować – przekonywała.

Pełny artykuł dostępny na stronie: http://www.rynekzdrowia.pl

Pielęgniarki dostaną wolne na dokształcanie

Sześć dni płatnego urlopu szkoleniowego otrzymają pielęgniarki i położne na mocy nowelizacji ustawy o swoim zawodzie. To realizacja porozumienia, które środowisko zawarło z ministrem zdrowia na początku lipca. Projekt wprowadzający taki zapis trafił właśnie do wykazu prac legislacyjnych rządu.

Obecnie pielęgniarki, które chcą wziąć udział np. w szkoleniach, konferencjach i kursach naukowych, muszą poświęcić na to swój urlop wypoczynkowy. Tymczasem, podobnie jak lekarze, mają obowiązek dokształcania się i aktualizowania wiedzy. Dlatego – w ocenie środowiska – tak jak lekarzom powinien im przysługiwać urlop szkoleniowy.

Taka gwarancja znalazła się w porozumieniu zawartym 9 lipca br. pomiędzy Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych i Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych a Ministerstwem Zdrowia i Narodowym Funduszem Zdrowia. Zgodnie z nim takie uprawnienie ma obowiązywać od nowego roku.

Albo dyrektor zatrudni więcej pielęgniarek, albo zmniejszy liczbę łóżek

To wybór, przed którym na początku 2019 roku staną zarządzający szpitalami. Związany jest z nowymi normami zatrudnienia, zgodnie z którymi liczba pracowników ma być zależna od liczby łóżek na oddziale. Wprowadzenie wskaźników to dla dyrektorów szpitali kłopot. Przykład? Józef Kurek, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, wyliczył, że musi zatrudnić 50 nowych pielęgniarek i będzie to kosztować 2,5 mln zł rocznie.

Wskaźniki zatrudnienia dla oddziałów o profilu zachowawczym będą wynosić 0,6 pielęgniarki na łóżko, a dla zabiegowych 0,7. – Zgodnie z pierwotnym projektem miało być zachowane vacatio legis, by szefowie placówek zdążyli się do tych zmian przygotować. Jednak na początku lipca minister zdrowia zawarł porozumienie z samorządem i związkiem zawodowym pielęgniarek, na mocy którego normy wchodzą w życie od początku 2019 r. Co więcej, od lipca 2019 r. na oddziałach dziecięcych wskaźniki będą jeszcze wyższe – 0,8 pielęgniarki na łóżko na oddziałach pediatrycznych zachowawczych i 0,9 na oddziałach pediatrycznych zabiegowych – poinformowała „Dziennik Gazeta Prawna”.

Dla zarządzających szpitalami to kłopot. I to nie tylko finansowy. Ale są dwa wyjścia.

Więcej pracowników
„Dziennik Gazeta Prawna” wyjaśniła, że w najtrudniejszej sytuacji są szpitale miejskie i powiatowe. Placówki specjalistyczne mają więcej personelu, już teraz spełniają normy albo są tego bliskie. Józef Kurek, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, w rozmowie z „DGP”, przyznał, że będzie potrzebować 50 nowych pielęgniarek i będzie to kosztować 2,5 mln zł rocznie. W szpitalu powiatowym w Lublińcu, by wypełnić normy, dyrekcja musiałaby zatrudnić dodatkowo 40 pielęgniarek, czyli jedną trzecią obecnego składu. Koszt podobny jak w Jaworznie.

Problemy mają też szpitale w większych miastach. W warszawskim Szpitalu Wolskim pielęgniarek brakuje, szczególnie w oddziałach zabiegowych oraz internistycznych. Placówka będzie musiała zwiększyć obsadę pielęgniarską o 12 etatów, miesięczne koszty to ok. 60 tys. zł, do tego dodatki za wysługę lat i koszty dyżurów.

Pełny artykuł dostępny na stronie: https://www.termedia.pl

​Pielęgniarki nikomu niepotrzebne?

- Ile można czekać, aż ktoś przyjdzie? – mruczy pod nosem pacjent, nie rozumiejąc, że pielęgniarka w Polsce to… zawód wymarły.
Wyobraźmy sobie taką sytuację w jednym z polskich szpitali: nieliczne pozostałe na dyżurze pielęgniarki uwijają się jak w ukropie (reszta koleżanek jest na zwolnieniach lekarskich, urlopach lub strajkuje). Opiekują się i cięższymi przypadkami, i marudnymi, nieraz wulgarnymi pacjentami. – Co ty mi wkłuwasz w rękę? Spier…! – krzyczy pacjent do pielęgniarki, która próbuje założyć mu wenflon. Przy innym łóżku pielęgniarka słucha pretensji chorego, który rano dostał trzy tabletki, a teraz tylko dwie, i to w innym kolorze. – Nie wiem, to zalecenie lekarza. Proszę jego zapytać – tłumaczy łagodnie kobieta. Musi być pokorna, bo nauczono ją w szkole, że jej zawód to służba. A łatwiej naskoczyć na personel medyczny, niż obrzucić epitetami lekarza.

- Ile można czekać, aż ktoś przyjdzie? Gdzie te pielęgniarki? – mruczy pod nosem pacjent, nie rozumiejąc, że pielęgniarka w Polsce to… zawód wymarły.

Przesada? Nie, bo braki kadrowe widać w placówkach w całym kraju. W Szpitalu HCP w Poznaniu w zeszłym miesiącu na oddziale internistycznym doszło do tego, że jedna pielęgniarka miała pod opieką 60 łóżek. W normalnej sytuacji dyżur powinno pełnić czterech pielęgniarzy i czterech opiekunów medycznych. Ale to problem nie tylko interny. I nie pojawił się nagle. – Pamiętam, że zdarzała się na naszym oddziale bardzo mała obsada. Na przykład dwie pielęgniarki na siedmioro ciężko chorych dzieci podłączonych pod respirator – wspomina Małgorzata Szubstarska, która przepracowała 20 lat na dziecięcym OIOM-ie w jednym ze szpitali wojewódzkich.
Pełny artykuł dostępny na stronie: https://fakty.interia.pl

„Solidarność” skarży podwyżki dla pielęgniarek, bo z tym związkiem nie rozmawiano

NSZZ Solidarność złożyła skargę na regulacje dotyczące podwyżek dla pielęgniarek. Związek podkreśla, że przepisy nie były konsultowane z  innymi organizacjami związkowymi niż związek branżowy.

Skargę Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” zgłosiło do Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP). Zdaniem Związku rząd złamał w ten sposób Konwencję nr 98 dotyczącą stosowania zasad prawa organizowania się i rokowań zbiorowych i Zalecenie nr 113 MOP.

Chodzi o rozporządzenie z 8 września 2015 r. w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej będące konsekwencją zawartego porozumienia pomiędzy ministrem zdrowia a Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP) oraz Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych (NIPiP).

Na jego mocy dodatek do pensji, które otrzymywały pielęgniarki, włączono do podstawy wynagrodzenia, co przełożyło się wzrosty płac.

„Solidarność” zgłaszała uwagi do wspomnianego rozporządzenia już wcześniej. Związek podnosił, że rozporządzenie ministra zdrowia dotyczące m.in. podwyżek dla pielęgniarek narusza prawo, bo nierówno traktuje związki zawodowe. Jeszcze we wrześniu 2015 r. Związek złożył zawiadomienie do prokuratury i zapowiedział wniosek do TK.

W zawiadomieniu do Prokuratora Generalnego (w 2015 r. – red.) wskazano, że w rozporządzeniu w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, zawarte jest wyrażenie z którego wynika, iż porozumienie dotyczące podziału środków na świadczenia udzielane przez pielęgniarki i położne od września 2015 r. do 30 czerwca 2016 r., (przewidzianych na wynagrodzenia dla nich) może być zawierane z przedstawicielami związków zawodowych pielęgniarek i położnych zrzeszających wyłącznie pielęgniarki i położne, działających u danego świadczeniodawcy.

Marek Lewandowski, rzecznik prasowy KK NSZZ „Solidarność” mówił dziennikarzom, że minister nie ma prawa wybierać, z jaką organizacją związkową będzie rozmawiać, a z jaką nie.

Więcej: www.gazetaprawna.pl

Pielęgniarki spotkały się z ministrem zdrowia ws. wypłat podwyżek.

Zarząd Krajowy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych zebrał się na nadzwyczajnym posiedzeniu, ponieważ nie wszystkie szpitale wypłacają podwyżki zgodnie z tzw. pakietem Szumowskiego. W spotkaniu wziął udział minister zdrowia i zapewnił, że podejmie działania, aby szpitale wypłacały podwyżki zgodnie z porozumieniem.

- Minister zdrowia Łukasz Szumowski zapowiedział, że razem z NFZ będą pracować nad tym, aby przekonać pracodawców, że mają zrealizować podwyżki tak, jak zostało podpisane porozumienie – poinformowała w rozmowie z Polityką Zdrowotną wiceprzewodnicząca OZZPiP Longina Kaczmarska.

- Interpretacje dyrektorów szpitali są bardzo różne i niektóre są sprzeczne z założeniami porozumienia. Niestety mamy pracodawców bardzo opornych – stwierdziła. Według niej, część pracodawców chce zaoszczędzić na pielęgniarkach i zabiera część pieniędzy, które powinny otrzymać pielęgniarki. Tymczasem jak przypomniała, zgodnie z przepisami pieniądze dedykowane pielęgniarkom, jeśli nie zostaną im przekazane na podwyżki wynagrodzeń, powinny zostać oddane do NFZ.

L. Kaczmarska wyjaśniła, że pracodawcy w jednych placówkach wypłacają pielęgniarkom np. 1100 zł do podstawy, a w innych jest to kwota 1400 zł. Pracodawcy otrzymują z NFZ również pieniądze na wzrost pochodnych np. za wysługę lat, związanych ze wzrostem podstawy wynagrodzenia, jednak niektórzy wypłacają pielęgniarkom tylko 1100 zł.

Zgodnie z porozumieniem, wynagrodzenie zasadnicze pielęgniarek od września br. powinno wzrosnąć o co najmniej 1100 zł, zaś od 1 lipca 2019 r. – o kolejne 100 zł.

Źródło: http://www.politykazdrowotna.com

Pielęgniarka wśród żołnierzy

Pielęgniarki z cywila mają szansę zdobyć stopień kaprala. Szkoła Podoficerska Wojsk Lądowych organizuje kurs dla piętnastu. Po ukończeniu szkolenia trafią do służby w resortowych ośrodkach medycznych i ambulatoriach jednostek wojskowych.

- Nabór na etaty pielęgniarskie w armii oznacza, że pielęgniarki z cywila będą mogły wziąć udział w szkoleniu na stopień oficera lub podoficera. Najbliższy kurs odbędzie się w przyszłym roku – informuje „Polska Zbrojna” i cytuje komunikat Ministerstwa Obrony Narodowej: – Z analizy Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych wynika, że priorytetem jest uzupełnienie piętnastu stanowisk podoficerów młodszych w korpusie osobowym medycznym w grupie osobowej pielęgniarstwa.

Kandydaci na żołnierzy zawodowych muszą spełniać określone wymogi formalne, to jest mieć nie mniej niż 18 lat i co najmniej średnie wykształcenie.

– W przypadku kursu dla przyszłych pielęgniarek wojskowych niezbędny jest też dyplom pielęgniarki oraz prawo wykonywania zawodu – mówi chorąży Andrzej Kędzierski, rzecznik prasowy Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Poznaniu, w rozmowie z „Polską Zbrojną”. To właśnie w Poznaniu w przyszłym roku ruszy kurs dla kandydatów na kaprali.

Na wnioski od ochotników, adresowane do dyrektora departamentu kadr Ministerstwa Obrony Narodowej, wojskowe komendy uzupełnień czekają do 31 grudnia tego roku. O przyjęciu na szkolenie w poznańskiej szkole będą decydować wyniki rekrutacji. Kandydatów czeka egzamin sprawnościowy, test z angielskiego i wiedzy ogólnej, a także analiza świadectw i rozmowa kwalifikacyjna.

- Szkolenie potrwa dziewięć miesięcy. Choć program kursu nie jest jeszcze w pełni gotowy, najpewniej poza typowymi zajęciami obowiązującymi na kursie podoficerskim pielęgniarki będą uczyć się także medycyny taktycznej. Po ukończeniu szkolenia w stopniu kaprala trafią do służby w resortowych ośrodkach medycznych i ambulatoriach jednostek wojskowych – informuje „Polska Zbrojna”.

Źródło: https://www.termedia.pl

Okręgowa Izba Pielęgniarek i Położnych w Krośnie w załączeniu przedstawia Stanowisko Nr 4 Prezydium ORPiP w Krośnie z dnia 23 października 2018 r. w sprawie protestu pielęgniarek i położnych w Samodzielnym Publicznym Zespole Opieki Zdrowotnej w Sanoku.

 

STANOWISKO

Szpital w Sanoku ogranicza przyjęcia pacjentów. Protest głodowy pielęgniarek nadal trwa

Sanocki szpital pracuje w ostrym trybie. Wstrzymano planowe przyjęcia. To konsekwencja głodówki prowadzonej przez pielęgniarki. Coraz więcej z nich przyłącza się do tej formy protestu.

Do 28 pielęgniarek, które wcześniej podjęły głodówkę, dziś dołączyło kolejnych sześć. Protestują, ale nie strajkują. Pracują normalnie, według grafiku dyżurów. Po pracy wracają w miejsce, w którym prowadzą głodówkę – zlikwidowany oddział położniczy. Na korytarzu jest kilka łóżek polowych, na podłodze leżą materace i koce. Część pielęgniarek nie wytrzymała głodówki. – Osiem koleżanek dostało już zwolnienie lekarskie. Ale deklarują, że gdy poczują się lepiej, wrócą do protestu – mówi Małgorzata Sawicka, szefowa związku pielęgniarek i położnych w szpitalu.

Gdy zaczynały głodówkę, 17 października, dyrektor był na zwolnieniu. Po powrocie spotkał się z zarządem związku, było też spotkanie z pielęgniarkami. Propozycji 100 zł podwyżki pielęgniarki nie zaakceptowały. Chcą, by wyrównane zostały dysproporcje między nimi a pielęgniarkami z innych szpitali. Protestujące mają żal, że samorząd powiatu, któremu podlega szpital, nie reaguje na sytuację.
- Ani starosta, ani nikt z zarządu, ani żaden z radnych do tej pory się tutaj nie pojawił, nie odezwał do nas – mówiła nam wczoraj po południu Małgorzata Sawicka. – Nie padła propozycja spotkania, rozmowy. Nie rozumiem tej postawy. Mogą nas nie lubić. Ale nie chodzi o nas. Chodzi szpital, który za kilka dni może być zamknięty. Czy pielęgniarka, która głoduje od kilku dni, może stanąć przy stole operacyjnym?
Starosta sanocki Roman Konieczny twierdzi jednak, że problemem się zajmuje, razem z dyrektorem analizują sytuację i to dyrektor, jako pracodawca, jest decydentem w tej sprawie.
- Powiat nie może przeznaczyć pieniędzy na wynagrodzenia. Ale zrobimy wszystko, by ułatwić dyrekcji szpitala pozyskanie funduszy – mówi starosta.
Pełny artykuł na stronie: https://nowiny24.pl/

W sanockim szpitalu pielęgniarki rozpoczęły protest głodowy.

Polowe łóżka stanęły w korytarzu zlikwidowanego w ubiegłym roku oddziału położniczego sanockiego szpitala. Dziś o godz. 13 głodówkę zaczęło pięć pielęgniarek. Ale na liście tych, które chcą podjąć taką formę protestu, jest także kilkadziesiąt ich koleżanek. Zapowiadają, że akcja potrwa tak długo, aż ich postulaty zostaną spełnione.
W 2014 roku pielęgniarki weszły w spór zbiorowy z dyrekcją SP ZOZ Sanok. Nie doczekały się spełnienia swoich postulatów. – Dzisiaj pewnie nasze żądania wyglądałyby trochę inaczej, bo rzeczywistość się zmieniła. Ale na początek oczekujemy spełnienia tych sprzed kilku lat – mówi Małgorzata Sawicka, przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych w sanockim szpitalu.
Domagają się:
Po pierwsze – wzrostu wynagrodzenia o co najmniej 500 złotych i corocznej waloryzacji wynagrodzeń o 15 procent, dopóki nie osiągną pułapu przeciętnego wynagrodzenia publikowanego przez GUS. Kolejne postulaty dotyczą zwrotu funduszu socjalnego.
- Zrzekliśmy się połowy jego wysokości w 2007 roku, ratując sytuację finansową zakładu – przypomina Małgorzata Sawicka. – Z tego co słyszmy teraz, a przynajmniej tak wynika ze sprawozdania, jakie dyrektor przedstawił na sesji rady powiatu, sytuacja szpitala jest doskonała. Więc chyba czas, by zwrócić pracownikom ten fundusz.
Są też postulaty dotyczące kwestii organizacyjnych i związanych z wykonywaniem zawodu. – Powinnyśmy robić tylko to, co do nas należy, nie zgadzamy się, by wymagano od nas czynności biurowych czy medycznych, które nie są w naszym zakresie – mówią pielęgniarki i położne.
Kolejne żądania to poprawa warunków pracy i zapewnienie odzieży ochronnej. – Same musimy prać swoje fartuchy – skarżą się pielęgniarki.
Są gotowe do rozmów. Jednak gdy dziś zaczynały protest, nie pojawił się ani dyrektor, ani starosta.
To bardzo przykry dla nas protest i przykre miejsce – mówią pielęgniarki z sanockiego szpitala.
Głodówkę prowadzą w korytarzu dawnego oddziału ginekologiczno-położniczego, który prawie dwa lata temu przestał funkcjonować.