Szczurek-Żelazko o normach zatrudnienia pielęgniarek

Wiceminister w rozmowie z „Menedżerem” odpowiedziała na pytania, iloma pacjentami powinna zajmować się pielęgniarka. Szczurek-Żelazko powiedziała również, kiedy uzyskanie kontraktu przez placówkę będzie uzależnione od wykazania odpowiedniej liczby pielęgniarek na oddziale.
Iloma pacjentami powinna zajmować się pielęgniarka?
- Obecne uregulowania dotyczące norm zatrudnienia rzeczywiście były krytykowane przez środowisko pielęgniarskie. Stąd nowe rozmowy na ten temat. Resort w swoich propozycjach skłania się do określenia liczby pielęgniarek w relacji do pacjentów. Pielęgniarki wolałyby przelicznik związany z liczbą łóżek, ale przecież czasem łóżka są wolne, a czasem jest ich za dużo. Dyskutujemy o problemie. Dla nas jako ministerstwa podstawową kwestią jest w ogóle określenie liczby czynnych pielęgniarek w Polsce i sporządzenie prognoz, ile nowych wejdzie do systemu, a ile odejdzie. Tylko na podstawie tych danych możemy opracować nowe normy pracy. Z ostatnich informacji wynika, że coraz więcej jest chętnych do kształcenia się w tym zawodzie. Także te pielęgniarki, które nabyły już prawo do emerytury, nierzadko decydują się pracować. Wszyscy żyjemy dłużej i poprawia się jakość tego życia, więc część 60-letnich pielęgniarek nadal chce być aktywna zawodowo. Zamierzamy przekonać młode dziewczęta do zawodu, dlatego chcemy zaoferować większą liczbę miejsc na uczelniach. Zachętą jest to, że po tych studiach praca jest pewna. A zarobki i warunki pracy będą się poprawiały.
Zapytamy wprost: ile pielęgniarek powinno być na oddziale wewnętrznym, na którym przebywa 40 „chodzących” chorych?
- Takich oddziałów jest mało. Oddziały wewnętrzne hospitalizują często pacjentów w starszym wieku, z wielochorobowością i niesamodzielnością. Na podstawie obowiązujących przepisów rozporządzenia ministra zdrowia z 28 grudnia 2012 r. w sprawie sposobu ustalania minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych w podmiotach leczniczych niebędących przedsiębiorcami można to określić. Według tego rozporządzenia, pacjenta należy zakwalifikować do danej kategorii opieki, a czas, jaki pacjentowi danej kategorii poświęcają w ciągu doby pielęgniarki, określa podmiot leczniczy. Stosując metodę wskazaną w rozporządzeniu, można określić minimalną liczbę pielęgniarek do sprawowania opieki. Zaznaczam: minimalną – czyli taką, poniżej której nie można już zejść. Jeżeli tych pielęgniarek jest więcej, to bardzo dobrze, bo wówczas wzrasta jakość opieki.

A wracając do kwestii konkretnej liczby: jeżeli dla najprostszego zobrazowania naszego przykładu zakwalifikujemy 10 pacjentów do pierwszej kategorii opieki, kolejnych 15 pacjentów do drugiej kategorii opieki i następnych 15 pacjentów do trzeciej kategorii opieki, po czym przyporządkujemy tym kategoriom czas opieki pielęgniarskiej, to po wykorzystaniu wzoru z rozporządzenia możemy obliczyć, że do zabezpieczenia ciągłej opieki w okresie danego miesiąca potrzebnych jest ok. 20 pielęgniarek. Trzeba jednak pamiętać, że jednym z ważnych kryteriów jest określenie czasu opieki. Powinien on być zróżnicowany, gdyż oddziały różnią się od siebie wieloma czynnikami. Rozporządzenie daje taką możliwość, a więc ta liczba może wynosić więcej niż 20 pielęgniarek. Jednak samorząd zawodowy i związki zawodowe proponują inne rozwiązania w tej sprawie. Obecnie w Ministerstwie Zdrowia prowadzone są rozmowy i uzgodnienia zmierzające do przyjęcia metody „wskaźnikowej”, czyli określenia liczby pielęgniarek do opieki nad chorymi za pomocą wskaźnika. Mam nadzieję, że uzyskamy w tej kwestii porozumienie.

Zachęcamy do przeczytania całego artykułu, który znajdą Państwo w linku: https://www.termedia.pl/mz

W Polsce jest coraz mniej pielęgniarek. Co na to rząd?

W Polsce pracuje coraz mniej pielęgniarek, a rząd dotąd nie przedstawił oferty, która zatrzymałaby je w zawodzie lub zniechęciła do wyjazdu za granicę.

Zdaniem środowiska, nie ma już czasu na zastanawianie się nad przyszłością tego zawodu. – Potrzeba zdecydowanych działań – podkreślają pielęgniarki.

Problem istnieje od ponad 20 lat

- Mamy najniższe wskaźniki w całej Europie. Bijemy na alarm, bo w tej chwili w Polsce jest już tylko 4,8 pielęgniarki na tysiąc mieszkańców – przytoczyła dziś najnowsze dane Lucyna Dargiewicz, szefowa OZZPiP i przypomniała, że jeszcze niedawno ten wskaźnik był trochę wyższy i wynosił 5,2. - Polska pielęgniarka ma już ponad 50 lat – przypomniała natomiast Zofia Małas, szefowa samorządu pielęgniarek i położnych. Ponad 40 tys. ma uprawnienia emerytalne. Wkrótce kolejne pielęgniarki uzyskają te uprawnienia – przypomniała Małas.

Są też jednak dobre wiadomości

Odkąd wdrożona została podwyżka dla pielęgniarek i położnych, tzw. 4×400, jest większe zainteresowanie w kierunku kształcenia w tym zawodzie. – To bardzo dobry trend. Należy go teraz przekuć w to, żeby absolwenci chcieli zostać w Polsce. Jaką ofertę dla nich stworzyć, to jest temat dyskusji na dziś. Inaczej wyjadą z Polski albo zmienią zawód – wskazała szefowa NIPiP i przypomniała, że w tej chwili w Polsce pracuje tylko 2 proc. pielęgniarek poniżej 30 roku życia. – Zależy nam bardzo na tym, żeby pacjenci mieli w szpitalach polskie pielęgniarki – podkreśliła Zofia Małas.

Co ze zmianami w kształceniu?

- Liczymy też na pomoc wicepremiera Gowina w sprawie kształcenia. Uważamy, że system studiów wyższych powinien zostać utrzymany. Jest właściwy i stawia pracę pielęgniarek na wysokim poziomie. Potrzebujemy tylko wsparcia ekonomicznego – podkreśliła Lucyna Dargiewicz.

Jak zapewnił dziś minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, „nikt nie zamierza odbierać pielęgniarkom kształcenia na poziomie studiów wyższych”. Ministerstwo Zdrowia rozważa natomiast wdrożenie takich form kształcenia, które pozwoliłyby na wsparcie pielęgniarek dodatkowymi kadrami. Chodzi np.: o opiekunów medycznych, którzy mogliby być swego rodzaju „asystentami” pielęgniarek. Zmiany w kształceniu pielęgniarek i położnych mają być również częścią przygotowywanej przez MZ strategii na rzecz pielęgniarstwa. Jak zapowiada Ministerstwo, szczegóły poznamy najpóźniej za 3 miesiące.

Źródło: www.politykazdrowotna.com

Powrót do kształcenia pielęgniarek w liceach medycznych to dobry pomysł?

Zdaniem Andrzeja Mądrali, wiceprezydenta Pracodawców RP, należałoby rozważyć powrót do kształcenia w liceach medycznych, by usprawnić wchodzenie na rynek nowego personelu. Mądrala przekonuje, że pielęgniarki kształcone w liceach medycznych to bardzo dobrze wykształcone kadry. Co na to inni liderzy opinii?

- Uważam, że można rozważyć pomysł, aby wrócić do starego systemu szkolenia, to znaczy stawiać na kształcenie w liceum medycznym. Dziś pielęgniarka, która ma wyższe wykształcenie, czuje się osobą na tyle kompetentną, że czasem chciałaby poprawiać lekarza, do czego nie ma ani uprawnień, ani wiedzy. Dlatego może należałoby zatem, nie eliminując całkowicie procesu kształcenia na uczelni wyższej, wrócić do kształcenia w szkołach medycznych. Przeciw temu jednak protestują związki zawodowe pielęgniarek i położnych, czego nie do końca rozumiem, ponieważ dzięki temu faktycznie mogłaby się zwiększyć liczba osób w tym zawodzie i do tego w krótszym czasie – twierdzi Andrzej Mądrala.

Co na to środowisko? Przedstawiamy wypowiedzi ekspertów.

Dorota Kilańska, dyrektor European Federation Of Nurses Associations i członek Rady Dyrektorów Europejskiej Fundacji Badań Naukowych w Pielęgniarstwie:
- Nie ma powrotu do kształcenia pielęgniarek w liceach. Tak jak nie jeździmy już trabantami, nie nosimy nylonowych koszul, nie wierzymy w UFO oraz inne nadprzyrodzone zjawiska – tak nie możemy powrócić do kształcenia pielęgniarek w liceach. Jesteśmy mądrzejsi, potrafimy badać środowisko i na tym budować swoje decyzje w praktyce. Jesteśmy lepiej wykształceni bo odpowiadamy za bezpieczeństwo pacjentów, za ich zdrowie i życie. Dzisiaj od pielęgniarki wymaga się więcej niż tylko „służenia innym profesjom”, wymaga się bycia partnerem w działaniu, liderem pierwszej linii i partnerem dla pacjentów, bo to jest sprawdzone, przynosi korzyści i satysfakcję pacjentom. Tak, jak zwiększa się poziom wykształcenia społeczeństwa, również zwiększać się powinien poziom wykształcenia ludzi świadczących „usługi wrażliwe”, mające wpływ na zdrowie i życie ludzi.

Powrotu do kształcenia, w tym systemie, nie przewidują nie tylko przepisy europejskie, ale i nie pozwala na to zdrowy rozsądek. Mamy dowody na to, że im wyższe wykształcenie pielęgniarek, tym większe bezpieczeństwo pacjentów, mniej zdarzeń niepożądanych i mniejsze koszty dla systemu. Kształćmy opiekunów medycznych. To zawód, który powołano właśnie po to, aby pielęgniarki odciążyć od czynności technicznych. Twórzmy pozytywne środowisko pracy. To pomoże w zwiększeniu liczby pielęgniarek i wreszcie wynagradzajmy tak, aby ludzie wykonujący ten zawód nie czuli się poniżeni.

Brak pielęgniarek w systemie to nie kwestia „wyprodukowania” większej ich liczby szybko i „jako tako”. Taką drogę przeszliśmy po wojnie i bardzo długo trwało, zanim osiągnęliśmy taki poziom kompetencji ludzi, którzy są najbliżej pacjenta, muszą potrafić szybko analizować, wyciągać wnioski i reagować w czasie, gdy to jest niezbędne. Potrafić czytać badania naukowe i wdrażać je do praktyki, potrafić argumentować zasadność postępowania pielęgnacyjnego i potrafić to wytłumaczyć coraz bardziej wykształconym pacjentom.

Pełny artykuł dostępny na stronie: http://www.termedia.pl/

Szczurek-Żelazko: Cztery tysiące złotych brutto plus dodatki dla pielęgniarki to dobre pieniądze

Wiceminister w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” odpowiedziała na pytania, ile powinna zarabiać pielęgniarka, czy „zembalowe” zostanie wchłonięte przez ustawę o najniższym wynagrodzeniu pracowników ochrony zdrowia i czy zapisy w projekcie są satysfakcjonujące dla pielęgniarek. Przedstawiamy fragment wywiadu z „Menedżera Zdrowia” numer 2/2017.

Ile powinna zarabiać pielęgniarka, aby nie kusiła jej zagranica?
- Powinna zarabiać godnie. Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, podając konkretną kwotę, bo ona musi się różnić w zależności od wykształcenia, stażu pracy i przebytych kursów. Ale powiem, że zgodnie z projektowaną ustawą o najniższym wynagrodzeniu pracowników ochrony zdrowia osoba ze średnim wykształceniem medycznym będzie musiała mieć wynagrodzenie zasadnicze nie niższe niż 2496 zł.

Oczywiście jest to pensja zasadnicza, do tego dochodzą dodatek za wysługę lat, dodatki za pracę w dni wolne i święta oraz dyżury. W ochronie zdrowia regulacje dotyczące dodatkowych składników wynagrodzeń są bardzo rozbudowane, ale o tym prawie się nie mówi. Tymczasem za pracę w nocy naliczane jest dodatkowo 65% stawki podstawowej. Nie ma tego w innych sektorach gospodarki. I o tym także należy pamiętać.

Czy „zembalowe” zostanie wchłonięte przez ustawę?
- Podwyżki dla pielęgniarek zagwarantowane rozporządzeniem poprzedniego ministra zdrowia są i będą realizowane. Pielęgniarki już obecnie w wielu miejscach wywalczyły włączenie tej podwyżki do pensji zasadniczej. Ale oczywiście o ostatecznych składowych wynagrodzenia zdecyduje dyrektor danej placówki. Projekt ustawy o płacy minimalnej zakłada regulowanie najniższych zarobków. Nikt nie kwestionuje, że można zarabiać więcej.

Czy zapisy w projekcie ustawy są pani zdaniem satysfakcjonujące dla pielęgniarek?
- Nie do końca, ale proponujemy to, na co nas obecnie stać. I tak dochodzenie do proponowanych poziomów wynagrodzeń zajmie kilka lat, bo przecież o zakładanych stawkach minimalnych mówimy w perspektywie roku 2021. Musimy pamiętać, że decydować będzie także wzrost gospodarczy. Proponowane docelowe poziomy płac minimalnych będą bowiem związane z wysokością średniego wynagrodzenia ogłaszanego przez GUS.

Pełny artykuł na stronie: http://www.termedia.pl/

Brexit wystraszył pielęgniarki z Unii

Po referendum ws. Brexitu liczba nowych imigrantów z UE rejestrujących się w Wielkiej Brytanii jako pielęgniarki i pielęgniarze spadła o 92 proc.

W publicznej służbie zdrowia na Wyspach pracuje niemal 60 tys. imigrantów z krajów Unii. Stanowią 5 proc. całego personelu.

Według Royal College of Nursing (RCN) w Wielkiej Brytanii nieobsadzonych jest dziś aż 24 tys. etatów pielęgniarskich.

Do niedawna braki uzupełniali przybysze z kontynentu. Ale od czerwcowego referendum, w którym większość zagłosowała za wyjściem z Unii, liczba nowych imigrantów z UE rejestrujących się w tym zawodzie spadła o 92 proc. – pisze Gazeta Wyborcza.

Na dodatek, według niepełnych danych z funduszy zarządzających szpitalami, w 2016 r. 2,7 tys. pielęgniarek i pielęgniarzy z UE zrezygnowało z pracy (dla porównania w 2014 r. – tylko 1,6 tys.).

Ilu wyjechało Polaków, nie wiadomo. Według oficjalnych danych z 2015 r. w samej Anglii w publicznej służbie zdrowia pracowało 1234 polskich pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych.

Obawy mają także lekarze. Z opublikowanego w lutym sondażu brytyjskiej Naczelnej Rady Lekarskiej wynika, że 60 proc. pochodzących z krajów Europejskiego Obszaru Gospodarczego (UE plus Norwegia, Islandia i Liechtenstein) rozważa w przyszłości opuszczenie Wysp. 91 proc. spośród tej grupy zadeklarowało, że wpływa na to Brexit.

Więcej na stronie: http://wyborcza.pl

Wzrost wynagrodzeń pracowników medycznych od lipca

Minimalne wynagrodzenia pracowników medycznych będą wzrastać stopniowo od lipca tego roku do 2021 r. – zapewnił w rozmowie z PAP minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Ocenił, że ich wysokość to „rodzaj kompromisu pomiędzy potrzebami a możliwościami”.

Projekt ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników medycznych zatrudnionych w podmiotach leczniczych został skierowany pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów. Radziwiłł zapewnił, że w pracach nad projektem nie ma opóźnień i nowa regulacja – mimo wątpliwości zgłaszanych przez Komitet Ekonomiczny – wejdzie w życie wraz z początkiem lipca tego roku. „Sądzę, że już niebawem projekt trafi pod obrady Rady Ministrów” – powiedział.

Pytany, czy uważa, że minimalne wynagrodzenia zaproponowane w projekcie zadowolą pracowników medycznych, odpowiedział: „On oczywiście nie budzi entuzjazmu nikogo, w tym także mojego entuzjazmu. To jest jakiś rodzaj kompromisu pomiędzy potrzebami a możliwościami”.

„Dzisiaj wynagrodzenia wielu pracowników w służbie zdrowia (…) w różnych zawodach są na tak niskim poziomie, że ustalenie wynagrodzeń minimalnych nawet tylko na poziomach opisanych w ustawie, ratuje przed niegodnym traktowaniem dużą grupę osób” – powiedział.

Projekt zakłada, że dyrektorzy będą musieli podnieść wynagrodzenia najmniej zarabiających pracowników przynajmniej do poziomu określonego w ustawie. „Wydaje się, że w związku z tym mówimy o czymś bardzo konkretnym. Ale zdaję sobie sprawę, że jest to dalekie od oczekiwań środowisk pracowniczych, nie mam co do tego wątpliwości” – przyznał Radziwiłł.

Pełny artykuł dostępny na stronie: http://www.rp.pl/

Powrót do kształcenia pielęgniarek w liceach medycznych?

Systemu ochrony zdrowia nie naprawi żadna reforma, jeżeli zabraknie w nim kadry. Szczególne braki kadrowe widoczne są wśród pielęgniarek. Zdaniem Andrzeja Mądrali, wiceprezydenta Pracodawców RP, należałoby rozważyć powrót do kształcenia w liceach medycznych, by usprawnić wchodzenie na rynek nowego personelu.

- Andrzej Mądrala przekonuje, że pielęgniarki kształcone w liceach medycznych, gdzie większość nauki polegała na praktycznej nauce zawodu, to bardzo dobrze wykształcone kadry – informuje „Pulshr.pl” i cytuje wiceprezydenta Pracodawców RP: – Uważam, że można rozważyć pomysł, aby wrócić do starego systemu szkolenia, to znaczy stawiać na kształcenie w liceum medycznym.

- Dziś pielęgniarka, która ma wyższe wykształcenie, czuje się osobą na tyle kompetentną, że czasem chciałaby poprawiać lekarza, do czego nie ma ani uprawnień, ani wiedzy. Dlatego może należałoby zatem, nie eliminując całkowicie procesu kształcenia na uczelni wyższej, wrócić do kształcenia w szkołach medycznych. Przeciw temu jednak protestują związki zawodowe pielęgniarek i położnych, czego nie do końca rozumiem, ponieważ dzięki temu faktycznie mogłaby się zwiększyć liczba osób w tym zawodzie i do tego w krótszym czasie – mówi Andrzej Mądrala.

Źródło: www.termedia.pl/

O PODWYŻKACH DLA PIELĘGNIAREK W DPS-ACH RAZ JESZCZE

W stanowisku pojętym 10 lutego br. starostowie wielkopolscy apelują o zwiększenie puli środków na wynagrodzenia personelu medycznego zatrudnionego w domach pomocy społecznej.

W domach pomocy społecznej zatrudniane są pielęgniarki. Jednakże ich status prawny jest inny niż pielęgniarek zatrudnionych w placówkach zdrowotnych. A to dlatego, że nie podlegają one finansowaniu z Narodowego Funduszu Zdrowia, lecz z budżetów DPS-ów, a ich wynagrodzenia regulowane są rozporządzeniem z 18 marca 2009 r. w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych. - W efekcie pielęgniarki pracujące w domach pomocy społecznej nie zostały objęte podwyżkami przyznanymi pielęgniarkom pracującym w ramach kontraktów NFZ-owskich. Sytuację tę uważamy za kuriozalną tym bardziej, że już obecnie ich wynagrodzenia drastycznie odbiegają od wynagrodzeń pielęgniarek szpitalnych, a zakres obowiązków i odpowiedzialności jest niejednokrotnie większy od zakresu obowiązków szpitalnego personelu pielęgniarskiego. Nierównowaga płacowa pomiędzy obiema grupami pielęgniarek prowadzi do sytuacji, w której wykwalifikowana kadra pielęgniarska rezygnuje  z pracy w DPS-ach – czytamy w stanowisku.

Problem ten jest przedmiotem szerokiej debaty już od wielu lat. Sam Konwent Powiatów Województwa Wielkopolskiego skierował 19 października 2015 r. do ówczesnego ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniaka-Kamysza stanowisko w sprawie poziomu wynagrodzeń personelu medycznego zatrudnionego w domach pomocy społecznej, w którym apelował o wprowadzenie systemowych rozwiązań dotyczących zrównania płac w obrębie całej pielęgniarskiej grupy zawodowej. W podobnym tonie wypowiedział się Związek Powiatów Polskich w stanowisku z 1 grudnia 2015 r., a i same środowiska pielęgniarskie domagały się równego traktowania wszystkich pracowników medycznych bez względu na miejsce zatrudnienia i typ pracodawcy, czemu Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych dał wyraz w piśmie z 14 października 2015 r.

Pełny artykuł dostępny na stronie: http://wartowiedziec.pl

Batalia o sieć w Sejmie – „karczowanie” szpitali czy uzdrawianie systemu?

Sejmowa Komisji Zdrowia przyjęła w środę (8 marca) projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Projekt ma wprowadzić z dniem 1 października br. system podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej (PSZ), czyli tzw. sieć szpitali.

W opinii resortu zdrowia przygotowany projekt ustawy jest bardzo potrzebny dla dobrego funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia.

- Dzięki ustawie o sieci szpitali zakończymy etap finansowej niepewności szpitali – mówił na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. – Idziemy w tym kierunku, w którym idzie świat. To nie jest coś, co jest wymyślone.  Sieć szpitali to jest – można powiedzieć – normalność w większości krajów Europy Zachodniej – powiedział minister.

Zaznaczył, że projekt został przyjęty przez Radę Ministrów zgodnie z ścieżką legislacyjną i jest on elementem naprawy obecnego systemu kontraktowaniem świadczeń medycznych.

Radziwiłł przekonywał, że obecny system doprowadza m.in do braku ciągłości w opiece medycznej, nie jest oparty o faktyczne potrzeby zdrowotne, prowadzi do nieracjonalnych inwestycji w służbie zdrowia.

Minister: ku stabilnej sieci
Dlatego – jak zaznaczał – resort chce odejść od obecnego systemu kontraktowania świadczeń na rzecz stabilnej sieci. Ma to udać się za sprawą wprowadzenie ryczałtu dla znacznej części świadczeń zdrowotnych rozliczanych w ramach sieci, w miejsce rozliczeń za procedurę.

Pełny artykuł dostępny na stronie: www.rynekzdrowia.pl

200 osób straci pracę, bo… szpitale się połączą

Osoby uprawnione do świadczeń emerytalnych jako jedne z pierwszych stracą pracę, ale redukcją etatów mają zostać objęci pracownicy administracji i biały personel. Chodzi o personel Wojewódzkiego Szpitala im. św. Ojca Pio w Przemyślu oraz Wojewódzkiego Szpitala Obwodu Lecznictwa Kolejowego w Przemyślu. Zwolnienia związane są z fuzją placówek.

- Dyrekcja zapowiada zwolnienie około 200 osób – informuje „Życie Podkarpackie”. Konieczność zmian i sposób rozwiązania stosunku pracy z niektórymi pracownikami dyrekcja lecznicy tłumaczy w piśmie przesłanym do załogi. – Wychodząc naprzeciw i rozumiejąc państwa obawy, rozpoczynamy niniejszym pismem procedurę negocjacji dotyczącą działań zmierzających do rozwiązania z grupą pracowników stosunku pracy z przyczyn ekonomicznych leżących po stronie pracodawcy – poinformowała dyrekcja.

Redukcją etatów mają zostać objęci zarówno pracownicy administracji i biały personel. Zwolnienia te nie będą jednak w obu grupach obejmować takiej samej liczny osób.