Pielęgniarka-wiceminister?

- Premier Beata Szydło rozważa powołanie pielęgniarki na wiceministra – potwierdził Rafał Bochenek, rzecznik prasowy rządu w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia”. Kto mógłby być kolejnym wiceministrem? Między innymi o tym rozmawialiśmy z ekspertami. – Tylko wiceminister może pomóc uzdrowić sytuację. Kiedy powinno dojść do powołania? Jak najszybciej – powiedział jeden z nich.

Każdemu z ekspertów zadaliśmy cztery pytania. Pytaliśmy o to, czy powołanie pielęgniarki na stanowisku wiceministra to dobry pomysł, kiedy to powinno ewentualnie nastąpić, jakie działania w pierwszej kolejności powinna podjąć nowa wiceminister i poprosiliśmy o wskazanie konkretnej osoby, która powinna być nowym przedstawicielem resortu zdrowia.

Poniżej prezentujemy wypowiedzi.

Dorota Kilańska, dyrektor European Federation Of Nurses Associations i członek Rady Dyrektorów Europejskiej Fundacji Badań Naukowych w Pielęgniarstwie:
- Środowisko pielęgniarek i położnych zasługuje na to, aby pielęgniarka była w randze ministra. Na pewno z radością przyjęlibyśmy taką decyzję, bo wiemy z doświadczeń innych krajów, że przyniesie ona korzyści nie tylko polityce zdrowotnej, ale przede wszystkim pacjentom. W Polsce jest wiele pielęgniarek, które sprostają temu wyzwaniu, a być może wtedy ministerstwo zdrowia przestanie być „ministerstwem lekarzy”. Dobrze gdyby pomyślano także o wiceministrze wywodzącym się spośród pacjentów. Ich głos musi być także usłyszany. To co jest dobre dla pacjentów, będzie dobre dla pielęgniarek. To co jest dobre dla pielęgniarek przyniesie korzyści pacjentom. Wskazanie konkretnej osoby nie przyniesie korzyści zarówno osobie, jak i środowisku. To stanowisko polityczne, dla osób obecnych w polityce. Dla nas najważniejsze byłoby, gdyby jej autorytet nie wynikał tylko ze zajmowanego stanowiska.

Pełny artykuł na stronie: http://www.termedia.pl

Szanowni Państwo,

Poniżej przedstawiamy korespondencję Zarządu Krajowego OZZPiP z Narodowym Funduszem Zdrowia w sprawie opieki długoterminowej domowej oraz opieki paliatywnej i hospicyjnej.

Pismo OZZPiP

Odpowiedź NFZ

Dyrektorzy szachują NFZ

Menedżerowie szpitali buntują się. 29 szpitali powiatowych z Wielkopolski nie przystąpiło do negocjacji z NFZ i wstrzymało się z podpisywaniem umów na 2017 rok. Żądają waloryzacji płacy minimalnej i stawki godzinowej, które wejdą w życie po 1 stycznia. Podobnie jest w województwie opolskim. Dyrektorzy stwierdzili, że wyceny świadczeń są za niskie. To jeszcze nie szach-mat, ale…

Zbyszko Przybylski, prezes Wielkopolskiego Związku Szpitali Powiatowych i członek zarządu Polskiej Federacji Szpitali, w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” przyznał, że Narodowy Fundusz Zdrowia zaproponował w listopadzie powiatowym szpitalom kontrakty na podobnych warunkach, co w 2016 roku. – Odrzuciliśmy tę propozycję – stwierdził Przybylski. Zarządzający szpitalami chcą zwiększenia kontraktów o co najmniej 10 procent. Jest to związane z podniesieniem przez rząd od 2017 roku płacy minimalnej i stawki godzinowej.

- Pomysł podniesienie wynagrodzeń jest słusznym krokiem, ale wyższe koszty pracy oznaczają dla sporej grupy szpitali w kraju wydatki trudne do udźwignięcia – przyznał Zbyszko Przybylski. Podwyżki w nowym roku dostanie personel najniższego szczebla, czyli salowe, kucharki czy recepcjonistki, ale także pracownicy firm outsourcingowych, na przykład ochroniarze. Jak powiedział Przybylski, na samych tylko ochroniarzy w 2017 roku szpital wyda ponad 260 tysięcy złotych, a w 2016 roku roku było to około 130 tysięcy.

Także opolskie szpitale nie podpisały umów z NFZ na 2017 rok.

- Zarządzający szpitalami chcieliby, żeby za jeden punkt służący do rozliczania świadczeń medycznych fundusz płacił 56 złotych. Tymczasem NFZ wycenia go na 52 złote – informuje „Nowa Trybuna Opolska”. Dyrektorzy stwierdzili, że to za mało i że nie wystarczy im pieniędzy na zapewnienie opieki medycznej dla pacjentów na takim samym poziomie jak w poprzednich latach.

Pełny artykuł znajdą Państwo na stronie: www.termedia.pl

Radziwiłł i Małas rozmawiali o strategii dla pielęgniarstwa i rozporządzeniu koszykowym

Konstanty Radziwiłł spotkał się z Zofią Małas, prezes NIPiP i przedstawicielami Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Pielęgniarki spytały o strategia dla pielęgniarstwa. Radziwiłł zapewnił, że jest otwarty na rzeczowy dialog, uchylił się jednak od jednoznacznej deklaracji, czy i kiedy powstanie strategia. Nie zadeklarował także swojego poparcia dla przyśpieszenia wdrożenia rozporządzeń koszykowych.

- Lekarz nadal pozostanie koordynatorem – stwierdził Radziwiłł, o czym informuje Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych. Minister dodał jednak, że odbędzie się to przy zachowaniu samodzielności zawodowej pozostałych członków zespołu, w tym pielęgniarek i położnych. Nie ukrywał, że obecnie resort nie opracował jeszcze szczegółowych rozwiązań. Nie odniósł się też do spraw bezpośrednio dotyczących pielęgniarek i położnych, o uregulowanie których zabiega samorząd zawodowy.

– Zależy nam na przybliżeniu informacji, czy strategia dla pielęgniarstwa, którą rekomendowaliśmy Ministerstwu Zdrowia będzie realizowana. Na początku tego roku pan minister umówił się z nami, że obowiązywać będzie zasada „nic o nas bez nas”. Tymczasem zaskakiwani jesteśmy różnymi pomysłami resortu. – stwierdziła Zofia Małas. Jako przykład podała zapowiedź wprowadzenia do systemu kształcenia przeddyplomowego pielęgniarek średnich szkół branżowych.

- Panie ministrze, mamy opracowane wskaźniki iloma pacjentami powinna opiekować się pielęgniarka w poszczególnych oddziałach, czy zostaną uwzględnione przez resort przy przeprowadzaniu obecnych reform? Brak pielęgniarek w systemie wynika nie tylko z niskich zarobków, ale także z ciężkich warunków pracy. To się musi zmienić – apelowała prezes NRPiP. – Wiemy, że nie od razu. Ale prosimy o określenie horyzontu czasowego i drogi dojścia.

Pełny artykuł dostępny pod adresem: www.termedia.pl

Płaca minimalna, czyli w szpitalach nadciąga totalna katastrofa

Zarobki najmniej wykwalifikowanej kadry szpitalnej od stycznia wzrosną o ok. 50 proc. To skutek wprowadzenia ustawy o płacy minimalnej. – Takiej skali podwyżki nie wytrzymają szpitalne budżety – ostrzegają dyrektorzy szpitali.

Gdy mówimy o zarobkach w szpitalach często koncentrujemy się na lekarzach i innych specjalistach. Niesłusznie. Bo szpitale zatrudniają dziesiątki tysięcy pracowników niewykwalifikowanych. Nowa ustawa przewidująca podwyżkę płacy minimalnej w wypadku wielu zawodów przydatnych w lecznicach oznacza dla szpitali konieczność znaczącej podwyżki, nawet o 50 proc. – Tego nie wytrzymamy, to przełoży się na długi – zgodnie przestrzegali dyrektorzy szpitali na walnym zgromadzeniu Polskiej Federacji Szpitali.

Jak uderzy w lecznice wchodzący w życie projekt podwyższenia płacy minimalnej?

Ewa Książek-Bator, ekspert ochrony zdrowia:
- To nie będzie zwykła podwyżka. Bo gdyby chodziło o normalną waloryzację płacy minimalnej, nie byłoby problemu. Tym razem jednak w mechanizmach wdrażanych w życie rząd umieścił coś podobnego do bomby zegarowej. Chodzi o wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej i wyliczenie jej na kwotę ok. 13 zł. To novum. I jeżeli w tym roku pracowano za stawkę godzinową za 8 zł., w przyszłym podwyżka będzie znacząca. I dotyczyć to będzie w pierwszej kolejności ludzi pracujących „na godziny” w ochronie, firmach sprzątających czy jako pomoce w kuchniach – czyli akurat tych specjalnościach, które najbardziej przydają się w szpitalach. Nie ma znaczenia czy pracują bezpośrednio dla lecznicy, czy za pośrednictwem firm outsourcingowych: rachunek ostatecznie i tak będą musiały pokryć szpital. I wiele z nich nie będzie miało z czego.

Pełny artykuł dostępny na stronie: http://www.termedia.pl